//////

Archive for Listopad, 2009

Nauka jednak domaga się czegoś więcej: postuluje ona zasadę’ niezmienniczości, czyli inwariancji, orzeka­jącą, iż transformacja z jednego układu w drugi nie śmie igrać z żadnym prawem przyrody tylko dlatego, że tak byłoby wygodniej.Przytoczona wyżej transformacja matematyczna z pewnością przestrzega co do joty trzech newtonow­skich praw ruchu oraz zasady zachowania energii; i aż do połowy XIX wieku nikt się w niej niczego złego nie dopatrzył. Wtedy to James Clerk Maxwelł, kierując się eksperymentalnymi pracami Michaela Faraday a nad elektromagnetyzmem, wystąpił ze swy­mi równaniami, wedle których wszelkie promienio­wanie, ze światłem włącznie, rozchodzi się w postaci fal.

Oznacza to, że jeśli na dwor­cu błyśnie lampa i obaj, naczelnik i podróżny, zmierzą prędkość świata biegnącego zgodnie z kierunkiem po­ciągu, to powinni otrzymać ten sam wynik. (To samo dotyczyłoby światła z którejkolwiek z gwiazd.) Otóż kiedy zastosujemy równanie transformacji z przykła­du z „zamachowcami”, okaże się, że podróżny znaj­dzie dla prędkości tego światła mniejszą nieco war­tość niż wyliczona przez nieruchomego obserwatora (jeśli pominąć kwestię, jak sobie poradzi z pomiarem prędkości około 186 300 mil na sekundę). Jest to zgo­dne z najzwyklejszym doświadczeniem: gdy jeden sa­mochód jedzie z prędkością 40, a drugi przed nim z prędkością 50 mil na godzinę, wówczas ów drugi oddala się od pierwszego o 10 mil na godzinę. Oczy­wiste na pozór jest, że tak właśnie rzecz się ma przy wszelkim ruchu ciał, toteż fizycy w XIX wieku twierdzili, iż wszystko, cokolwiek sprzecznego z tym wypowiada Maxwell, musi być niesłuszne.