//////

Archive for Maj, 2011

Niemniej, dwudziestowieczny astronauta jest jakby małym chłopcem, który tapla się u brzegu Oceanu: lądowanie na Księżycu będzie  dojściem w bród do najbliższej skały, osiągnięcie zaś najdalszych planet Układu Słonecznego, Neptuna lub Plutona (30    -40 razy bardziej oddalonych od Słońca niż Zie­mia) — zaledwie wyczynem sprawnego pływaka, któ­ry dociera do przybrzeżnych wysepek, pozosta jąc przy tym w zasięgu wzroku ratowników na plaży. Układ Słoneczny jest maleństwem w ogromie wszechświata; duży — dla nas — jest tylko w ziemskiej skali, gdy mierzymy go milami i związanymi z Ziemią jednostkami czasu.

Zakładając, że kosmoinżynieria oraz medycyna ko- ij smiczna potrafią się uporać z wszystkimi trudnością- | mi technicznymi — jak daleko możemy dotrzeć podróżując w ’ przestrzeni jako poszczególne istoty biolo­giczne? Najpierw trzeba wziąć pod uwagę aktualny czas trwania ludzkiego życia. Zatem — jak daleko możemy zawędrować przyjmując to ograniczenie? Astronauci dowiedli, że człowiek niespodziewanie dobrze przystosowuje się do przyspieszenia. Można się więc umówić, nie wykraczając przeciw rozsądkowi, że dysponujemy statkiem kosmicznym, który będzie pod­dany nieustannie przyspieszeniu g, takiemu samemu jak w polu grawitacyjnym wytwarzanym wokół nas przez ziemię.

Z takim przyspieszeniem możemy w ciągu kilku lat osiągnąć prędkości bardzo znaczne, nader bliskie prędkości światła: 186 300 mil na se­kundę. Profesor Hermann Bondi tak oto określił na­sze możliwości: „Załóżmy, że startujemy z Ziemi z przyspieszeniem g trwającym przez pewien czas, powiedzmy przez 10 lat naszego życia. Następnie od­wracamy silniki odrzutowe i poddajemy się przez 20 lat, wedle naszego rachunku, identycznemu przy­spieszeniu, ale przeciwnie skierowanemu. Zmiana mo­że być chwilowo nieprzyjemna, wiemy jednak, że nie wyrządzi nam trwałej szkody. Ponieważ w ciągu pierwszych 10 lat osiągnęliśmy pewną prędkość względem punktu startu, zużyjemy następne 10 lat przyspieszenia w odwrotnym kierunku na wyhamo­wanie tego ruchu, tak by znaleźć się w spoczynku względem punktu startu, potem zaś trzeba będzie kolejnych 10 lat na przyspieszenie rakiety aż do pręd­kości takiej samej co do wielkości jak osiągnięta po pierwszych 10 latach i przeciwnie skierowanej.

Po­nownie odwracając kierurtek przyspieszenia zużyjemy końcowe 10 lat, by znów znaleźć się w spoczynku na Ziemi. W toku tej podróży zestarzejemy się więc o 40 lat, zatem o tyle mniej więcej, ile trwa zazwy­czaj okres życia zawodowo czynnego. Natomiast z perspektywy Ziemi pędziliśmy ze straszliwą prędkością, zwłaszcza że przez większą część podróży poruszaliśmy się prawie z prędkością światła. Jakoż z perspektywy obserwatorów na Ziemi najdalszy osiągnięty przez nas punkt znajduje się o 24 tysiące lat świetlnych od Ziemi. Ludzie na Ziemi zarejestrowali oczywiście, że upłynęło znacznie wię­cej czasu, niż myśmy to odnotowali podróżując z tak ogromną prędkością względem Ziemi.