//////

Archive for Lipiec, 2011

Ro­entgen właśnie nad nią prowadził badania. Sir Wil­liam Crpokes zaproponował przyjęcie istnienia czwar­tego — jak to nazwał — stanu materii. Sporządził lampę o kształcie statku powietrznego, w jej węższym końcu umocował katodę (biegun ujemny), w pobliżu zaś drugiego, wybrzuszonego, założył anodę (biegun dodatni), w formie metalowego krzyża. Między tymi biegunami, przez częściową próżnię, Crookes prze­puszczał prąd. „Coś” wówczas promieniowało, wywo­łując jarzenie się szkła w końcu przeciwległym kato­dzie. Wyglądało na to, że owo „coś” promieniuje pro­stoliniowo, gdyż krzyż anodowy odcinał się wyraźnym cieniem na jarzącym się szkle.

Crookes sądził więc, że ma do czynienia ze światłem, dopóki nie przystawił do lampy magnesu: promienie zostały odgięte, co wskazywało, że są strumieniem cząstek materialnych zbyt małych, by można je było pojmować jako ciało stałe, ciecz lub gaz; były czwartym rodzajem czą­stek, obecnie zwane są promieniami katodowymi. One to wytwarzają obraz w kineskopie teleodbiorni- ka, współczesnej udoskonalonej wersji lampy Crookes’a.Roentgen, nieznany profesor fizyki na uniwersyte­cie w Wurzburgu, powtarzał eksperyment Crookes’a starał się wyjaśnić zachowanie hipotetycznych czą­stek. Badał, jak oddziałują one na sole fluoryzujące, które jarzą się pod wpływem naświetlania o pewnych długościach fali.

Kontrolując jeden ze swych ekspe­rymentów umieścił lampę Crookes’a w zaczernionym kartonie, tak iż żadne światło nie mogło się z niego wydostać. 8 listopada 1895 roku zauważył, że próbka owych soli, umieszczona w odległości 12 stóp od lam­py Crookes’a, jarzy się w ciemności. W paradygmacie nie było niczego, co by mogło wytłumaczyć to zjawi­sko, wykraczało ono poza układ odniesienia, do które­go Roentgen przywykł. Zapytany po latach przez słynnego lekarza sir Jamesa Mackenzie, co pomyślał zauważywszy ów fenomen, Roentgen odrzekł; „Po­myślał! Nie myślałem. Badałem.” Jest to — by tak rzec — uwaga antyparadygmatyczna, gdyby bowiem Roentgen starał się właśnie wytłumaczyć owo jarze­nie, nie mógłby się oprzeć na żadnym autorytecie.

Za­miast tego zastosował do niewidzialnego promienio­wania przyjąwszy, iż jest ono niebywale przenikli­we — metody, jakich używał wobec światła Posłużył się płytkami fotograficznymi, osiągając powszechnie dzisiaj znane wyniki. Kiedy lord Kelvin, największy wówczas w swiecie autorytet w dziedzinie, w której pracował Roentgen, posłyszał po raz pierwszy o pro­mieniach X, napiętnował to jako starannie opracowa­ną mistyfikację.Za sprawą promieni X dokonało się gwałtowne przejście z jednego paradygmatu do drugiego, w któ­rym miały się znaleźć elektrony J. J. Thomsona, za­obserwowane przez Becąuerela emisje uranu, rad Mani Curie i pytanie Rutherforda: „Dlaczego rad promieniuje?” — wraz z badaniami atomowymi, któ­re z tego wynikły, oraz einsteinowskim E = mc2.