//////

Archive for Październik, 2011

Byłby to więc rodzaj szumu z odległego stadionu lub odgłosów, jakie wydaje za­pełniona widownia teatralna. Kiedy wszakże Jansky próbował zlokalizować ów stadion i znaleźć „szefa klaki”, spotkało go niepowodzenie: nie miał. jeszcze dostatecznie dokładnych przyrządów. Kiedy w czasie wojny światowej na użytek wojskowy stworzono radar, skonstruowano również specjalnie czułe od­biorniki, zdolne wychwytywać emisje na falach bar­dzo krótkich. Sir Edward Appleton dostrzegł możli­wość wykorzystania nowych technik do ponowienia obserwacji Jansky’ego. Kolega Appletona, J. S. Hey przystąpił do szukania emisji radiowych Słońca i uda­ło mu się to, co nie powiodło się 01iverowi Lodge. Zwróciwszy swe ulepszone detektory ku Drodze Mlecznej Hey potwierdził dedukcję Jansky’ego; świst radiowy pochodzi z Drogi Mlecznej. Zostały zidentyfi­kowane sygnały z poszczególnych źródeł w skupiskach gwiazd.

Można powiedzieć, że radioastronomię planetarną zainicjowało w styczniu roku 1946 wysłanie impulsów radarowych na Księżyc przez US Army Signal Corps odebranie echa po niespełna 3 sekundach, to jest czasie, jakiego potrzebuje fala radiowa, by przebyć 478 tysięcy mil na Księżyc i z powrotem. W Wiel­kiej Brytanii A. C. B. Lovell (później sir Bernard) wykorzystał po wojnie ekwipunek z nadwyżek woj­skowych i zmontował w Jodrell Bank w Cheshire aparaturę do badania promieni kosmicznych techni­kami radarowymi. Kiedy promienie kosmiczne . Jedna mila angielska (lądowa) wynosi 1609,344 metrów, zatem -ala przebywa ponad 767 tysięcy kilometrów. Odległość (średnia) do Księżyca od Ziemi wynosi 384 tysiące kilometrów.

Kiedy promienie kosmiczne — w aktualnym paradygmacie rozpatrywane jako cząstki nadlatujące z przestrzeni z wielkimi prędkościami wpadają w atmosferę Ziemi, rozbijają w niej poszcze­gólne atomy wyzwalając wtórne strumienie cząstek Wywnioskowano, że radar mógłby lokalizować te rozpryski w górnych warstwach atmosfery, tak samo jak potrafi zlokalizować wrogi samolot. Efekty obserwo­wane na ekranach radarowych powodowały najpierw zamieszanie, dopóki nie zdano sobie sprawy, że przed­stawiały one w wielu wypadkach echa meteorów. Oznaczało to, że radioastronomowie (jak zaczęli się wtedy sami nazywać) mogą wykrywać meteory w pełnym świetle dnia, dzięki echom odbitym od ich zjonizowanych śladów. W ten sposób ślepa astronomia trafiła na „coś” i zamiast identyfikować rozpryski promieni kosmicznych rozpoczęła polowanie na me­teory.