//////

Archive for Lipiec, 2012

Powiedzieć, iż teoria flogistonu była fałszywa lub że Priestley był złym uczonym, ponieważ ją popierał, to tyle mniej więcej, co twierdzić, iż dziewiętnasto­wieczny pogląd o atomie jako „cząstce niepodzielnej” był fałszywy, ponieważ dzisiaj wiemy, że atom składa   się z elektronów i z jądra oraz że samo jądro składa się z cząstek elementarnych (czy elementarnych? i czy  cząstek?) — lub, iż Aleksander Fleming nie był znów tak bardzo skrupulatnym doświadczalnikiem, ponie­waż w roku 1928 nie dostrzegł, jakie jest rzeczywiste znaczenie jego własnego odkrycia — penicyliny: iż mianowicie potrafi ona zabijać zarazki wewnątrz ży­wego ciała. Każde pokolenie naukowców krytykuje jako „błąd” lub „przesąd” rzetelne przeświadczenie poprzedników, które możemy ex post uznać za hipo­tezy oparte na niedostatecznych obserwacjach (lub środkach obserwacji).

„Prawda snadniej wyłania się z błędu niż z pomie­szania” pisał Francis Bacon w Novum Organum. Koncepcja flogistonu była chwalebną próbą uporząd­kowania zjawisk i choć jej „błędy” na pewien czas omamiły uczonych, to jednak wprowadziły ich na dobrą drogę.Bacon pokazał też (w Nowej Atlantydzie) jak nau­ka powinna się odnosić do tego, co wielu nazywało zabobonem. Przedstawiając dom Salomona pisał: „Ma­my też domy złudzeń zmysłowych, gdzie przedstawia­my wszelakie rodzaje sztuczek żonglerskich, fałszy­wych zjaw, szarlataństw i iluzji, i jak one w błąd wprowadzają. Nietrudno też było by uwierzyć, że mając tak wiele rzeczy prawdziwie naturalnych, a podziw budzących, moglibyśmy, nadając tym rzeczom fałszywe pozory i starając się, by wyglądały na jakoweś cudowności, zmylić zmysły nawet pe­dantycznie dokładnym ludziom.

My jednak nienawi­dzimy wszelkich szarlatanerii i oszustw tak, że su­rowo zakazaliśmy ich naszym członkom pod karą sro- moty i grzywien, gdyby pokazywali jakieś dzieło czy rzecz naturalną w przystrojeniu, czy też z dętym pozorem, nie zaś całkiem tylko czyste jako są i bez jakiegokolwiek udawania niesamowitości.” Powyższe oznacza, iż żaden prawdziwy uczony nie będzie używał swej wiedzy dla mistyfikacji lub zwo­dzenia innych; nie będzie przeinaczał, wypaczał ani skrywał znanych sobie faktów; nie będzie uznawał za nadnaturalne czegoś, co może zmierzyć i udowodnić, że jest naturalne. Lecz jest on człowiekiem i dziec­kiem swojego czasu, wytworem wpływów wyszkole­nia i wychowania, jakie odebrał. Wie to tylko, czego potrafi dowieść, ale domysłem lub przekonaniem się­gać może poza granice tej wiedzy.

Gdy chodzi o odwieczną dyskusję na temat wiedzy i religii, uczony, który powiada: „Jestem ateistą”, postępuje dogmatycznie i nienaukowo. Jako uczony powinien by wykazać, że Bóg nie istnieje. Jako uczony może tylko i winien jest stwierdzić: „Jestem agnosty­kiem”, w znaczeniu: „N i e wiem, nie potrafię do­wieść, że Bóg istnieje.” Tak samo jednak jak każdemu innemu, wolno uczonemu żywić rozmaite przekona­nia — jako przekonania. Poza dowodami empirycz­nymi, czyli zjawiskami, które zdolny jest obserwo­wać, oraz przekonaniami, to znaczy domysłami,, które nowe dane są w stanie odmienić, może on mieć jesz­cze wiarę, czyli przeświadczenie bezwarunkowe.

Wskazywano już, że „nauka jest dowodem bez pewności, wiara zaś pewnością bez do­wodu”. (Teologom przysługuje ewentualnie argu­ment, że objawienie jest dowodem, lecz nawet tak na­bożny anglikanin jak Faraday nie potrafił zmierzyć objawienia, podobnie jak sir William Crookes lub Sir 01iver Lodge, materialiści, nie mogli w swych pracowniach udowodnić spirytyzmu, który wyznawali i który starali się objaśniać określeniami, jakie by dziś pasowały ewentualnie do pozazmysłowej percep­cji lub parapsychologii.)Poza rejestrem wiedzy, który przedstawia rozmaite fakty naukowe, znajdują się zespołowe przekonania, nazywane przez nas „szkołami naukowymi”. Szkoły te reprezentują stanowiska czynnych naukowców wo­bec danych będących wspólną własnością.