//////

Archive for Sierpień, 2012

Wówczas, gdy prosperuje każdy poszczególny obywatel. Kiedy za­tem zdrowe jest żywe ciało? Wówczas, gdy zdrowy jest każdy z jego pojedynczych elementów, każda z komórek. Choroba, twierdził, jest anarchią w ży­wym ciele. W swej Patologii komórkowej (1858) pisał: „Ciało jest państwem komórek, w którym każda ko­mórka to obywatel. Choroba jest po prostu konfliktem między obywatelami, wywołanym przez działanie sił zewnętrznych.” Albo też weźmy naukowy mit: flogiston, „princi­pium ogniste”, o którym wiemy dziś, że się nie utrzy­mał. Czy jednak w swoim czasie był „nienaukowy”? Sprecyzowany przez Stahla (1697) był świetnie uargul mentowany.

Zgadzał się z ówczesnymi obserwacjami i był^ przydatny, umożliwiał istotny rozwój chemii w XVIII wieku. Grecki żywioł ognia był według tego principium pewną materią. Zdaniem Stahla metale składają się z popiołu, odmiennego dla każdego me­talu, oraz z flogistonu, który jest wspólny wszystkim metalom i ciałom palnym. Kiedy ponownie podgrze­wa się popiół — czyli metal, z którego wypędzono flogiston przez ogrzanie — zmieszany z węglem drzewnym bez dostępu powietrza, flogiston z węgla przechodzi jak sądzono — do popiołu, i łącząc się z nim daje metal. Spalanie uważano zatem za pro­ces spowodowany wychodzeniem flogistonu z substan­cji. Joseph Priestley, Joseph Black (który określił wła­ściwości fizyczne ciepła utajonego) i Henry Caven- dish — wszyscy oni wierzyli we flogiston. Priestley odkrył w roku 1774 to, co dziś znamy jako tlen.

Uży­wając soczewki ogniskował promienie słoneczne i ogrzewał nimi czerwony popiół rtęci, wykluczając zatem z gry wszelkie swoiście chemiczne właściwości ciepła; okazało się, że świeca pali się znacznie jaśniej w otrzymanym tym sposobem „nowym powietrzu”. Priestley nazwał ten odróżnialny od atmosferycznego powietrza gaz — „powietrzem zdeflogistonowanym”. W innym eksperymencie Priestley wywołał iskrą elektryczną wybuch „palnego powietrza” — odkryte­go przez Cavendisha w roku 1766 (wodoru). W szkla­nym pojemniku utworzyła się rosa. Priestley oznaczył też ciężar powstałej w ten sposób wody jako sumę ciężaru obu gazów. Odrzucił jednak sugestie Jamesa Watta (tego od maszyny parowej), że woda nie jest pierwiastkiem, lecz związkiem dwóch gazów.

Pozo­stawił Henry Cavendishowi powtórzenie eksperymen­tu i wyjaśnienie powstawania wody w terminologii teorii flogistonu, to jest jako preegzystencję wody w gazach. Trzeba było dopiero Lavoisiera, nieskrępo­wanego ani przekonaniami, ani słownictwem flogistonistów, by konkretnie stwierdzić pierwiastkowość tle­nu i wodoru (właśnie przez niego nazwanych), nato­miast złożoność wody. Priestley, pastor dysydencki, bynajmniej nie rozmiłowany w doktrynerstwie i wspaniały, obiektywny eksperymentator — pozostał zdumiewająco nieustępliwy. Kiedy motłoch w Bir­mingham w Anglii spalił mu dom w odwet za dzia­łalność antybrytyjską (sympatię dla rewolucji ame­rykańskiej i francuskiej) i Priestley osiedlił się w hrabstwie Northumberland w Pensylwanii (USA), na­pisał tam jeszcze dzieło (1800): Doctrine oj the Phlogiston Established and the Composition oj Water Rejuted („Doktryny flogistonu ustanowienie i obalenie tezy o złożoności wody”).