//////

Archive for Grudzień, 2012

Uczony mo­że się rozkoszować piękną muzyką, lecz aby nadać dźwiękowi znaczenie bardziej naukowe, zredukuje go do chromatyki, częstotliwości i amplitudy fal dźwię­kowych. Zauważy, że górną granicą słyszalności jest dla człowieka około 20 000 drgań na sekundę, nato­miast jego instrumenty naukowe wykrywają, jak się okazuje częstotliwość 100 000 000 drgań na sekun­dę. Jego ludzkie doświadczenie ciepła i zimna często nie potrafi sprostać zakresowi i precyzji temperatur, jakimi posługuje się on nieraz w swych eksperymen­tach. Dokładne pomiary mają istotne znaczenie, ponie­waż każdy eksperyment musi być powtarzalny nie tylko dla niego samego, lecz także dla innych ludzi nauki, zawsze i wszędzie.

Wiedza ścisła jest ilościowa, nie zaś jakościowa.Baczny czytelnik zauważył już pewnie pokrętne stosowanie terminu „uczony”. Używam go świadomie. Słowo „naukowiec” (scientist) nigdy nie występowało w języku angielskim — ani zresztą, o ile mi wiadomo, w żadnym języku — przed rokiem 1840. Jeszcze w roku 1895 londyńskie „Daily News” uskarżały się na ten „amerykański neologizm”. H. G. Wells zawsze też j           wolał „uczonego” od „naukowca”. Rozróżnienie jest istotne, ponieważ „-owiec” ( oznacza pojawienie i   się zawodowego badacza i rozwój specjalności, z któ­rych każda ma odrębną i sobie tylko właściwą termi­nologię („wsobnego chowu”).

Uprzednio uczony ozna­czał erudytę szczególnie interesującego się przyrodą, ale nie zamykającego się w opłotkach wąskich zain­teresowań i zdolnego dzielić się swymi dociekaniami i odkryciami z innymi wykształcanymi ludźmi. Na­wet jego terminologia była dobrem wspólnym, miała charakter opisowy i wywodziła się z greckich lub łacińskich rdzeni słownych. Na przykład protozon (1834) oznaczał właśnie to, co mówiły te rdzenie: pierwszą formę rzeczy żywych. Dziś terminologia jest coraz bardziej zaszyfrowana. Pojawienie się „naukow­ca” symbolizuje początek odchodzenia nauki do­świadczalnej od filozofii przyrody i innych form uczoności.