//////

Archive for Styczeń, 2013

Zgadzał się z ówczesnymi obserwacjami i był^ przydatny, umożliwiał istotny rozwój chemii w XVIII wieku. Grecki żywioł ognia był według tego principium pewną materią. Zdaniem Stahla metale składają się z popiołu, odmiennego dla każdego me­talu, oraz z flogistonu, który jest wspólny wszystkim metalom i ciałom palnym. Kiedy ponownie podgrze­wa się popiół — czyli metal, z którego wypędzono flogiston przez ogrzanie — zmieszany z węglem drzewnym bez dostępu powietrza, flogiston z węgla przechodzi jak sądzono — do popiołu, i łącząc się z nim daje metal. Spalanie uważano zatem za pro­ces spowodowany wychodzeniem flogistonu z substan­cji. Joseph Priestley, Joseph Black (który określił wła­ściwości fizyczne ciepła utajonego) i Henry Caven- dish — wszyscy oni wierzyli we flogiston. Priestley odkrył w roku 1774 to, co dziś znamy jako tlen.

Uży­wając soczewki ogniskował promienie słoneczne i ogrzewał nimi czerwony popiół rtęci, wykluczając zatem z gry wszelkie swoiście chemiczne właściwości ciepła; okazało się, że świeca pali się znacznie jaśniej w otrzymanym tym sposobem „nowym powietrzu”. Priestley nazwał ten odróżnialny od atmosferycznego powietrza gaz — „powietrzem zdeflogistonowanym”. W innym eksperymencie Priestley wywołał iskrą elektryczną wybuch „palnego powietrza” — odkryte­go przez Cavendisha w roku 1766 (wodoru). W szkla­nym pojemniku utworzyła się rosa. Priestley oznaczył też ciężar powstałej w ten sposób wody jako sumę ciężaru obu gazów. Odrzucił jednak sugestie Jamesa Watta (tego od maszyny parowej), że woda nie jest pierwiastkiem, lecz związkiem dwóch gazów.

Pozo­stawił Henry Cavendishowi powtórzenie eksperymen­tu i wyjaśnienie powstawania wody w terminologii teorii flogistonu, to jest jako preegzystencję wody w gazach. Trzeba było dopiero Lavoisiera, nieskrępo­wanego ani przekonaniami, ani słownictwem flogistonistów, by konkretnie stwierdzić pierwiastkowość tle­nu i wodoru (właśnie przez niego nazwanych), nato­miast złożoność wody. Priestley, pastor dysydencki, bynajmniej nie rozmiłowany w doktrynerstwie i wspaniały, obiektywny eksperymentator — pozostał zdumiewająco nieustępliwy. Kiedy motłoch w Bir­mingham w Anglii spalił mu dom w odwet za dzia­łalność antybrytyjską (sympatię dla rewolucji ame­rykańskiej i francuskiej) i Priestley osiedlił się w hrabstwie Northumberland w Pensylwanii (USA), na­pisał tam jeszcze dzieło (1800): Doctrine oj the Phlogiston Established and the Composition oj Water Rejuted („Doktryny flogistonu ustanowienie i obalenie tezy o złożoności wody”).

Powiedzieć, iż teoria flogistonu była fałszywa lub że Priestley był złym uczonym, ponieważ ją popierał, to tyle mniej więcej, co twierdzić, iż dziewiętnasto­wieczny pogląd o atomie jako „cząstce niepodzielnej” był fałszywy, ponieważ dzisiaj wiemy, że atom składa   się z elektronów i z jądra oraz że samo jądro składa się z cząstek elementarnych (czy elementarnych? i czy  cząstek?) — lub, iż Aleksander Fleming nie był znów tak bardzo skrupulatnym doświadczalnikiem, ponie­waż w roku 1928 nie dostrzegł, jakie jest rzeczywiste znaczenie jego własnego odkrycia — penicyliny: iż mianowicie potrafi ona zabijać zarazki wewnątrz ży­wego ciała. Każde pokolenie naukowców krytykuje jako „błąd” lub „przesąd” rzetelne przeświadczenie poprzedników, które możemy ex post uznać za hipo­tezy oparte na niedostatecznych obserwacjach (lub środkach obserwacji).




PC
Polecane